Główna » Aktualności

NIC SIĘ SAMO NIE DZIEJE

Autor: Red. dnia 23 sierpnia 2020

Nic się samo nie dzieje – zaangażowanie i determinacja w podejmowanych działaniach, to klucz do spełnienia – wywiad z Panem Markiem Strzelczykiem oraz jego małżonką Irminą z miejscowości Ługi, gmina Otyń, powiat nowosolski. Marek Strzelczyk działalność w strukturach samorządu rolniczego rozpoczął od V kadencji LIR jako członek Nowosolskiej Rady Powiatowej, następnie jako Przewodniczący Rady w wyborach uzupełniających po wygaśnięciu mandatu śp. Piotra Trojanowskiego. W obecnej kadencji również pełni funkcję przewodniczącego Rady. Pan Marek, na podstawie wyborów VI kadencji LIR, które odbyły się w 2019 r., przewodniczy także Komisji Rewizyjnej.

Drugą kadencję zasiada Pan w strukturach samorządu rolniczego. Jak zaczęła się Pana przygoda z działaniami na rzecz izby rolniczej?

Marek Strzelczyk: Nosiłem się z zamiarem kandydowania dłuższy czas. Uważałem, że chciałbym mieć większy wpływ na to, co dzieje się w rolniczej rzeczywistości. Prowadzę gospodarstwo rolne, więc sprawy rolników są mi zwyczajnie bliskie. Wchodząc w strukturę jaką jest Lubuska Izba Rolnicza chciałem mieć możliwość, aby wspólnie rozwiązywać nurtujące nas wszystkich problemy.

Proszę przybliżyć genezę gospodarstwa.

M.S.: Wszystko zaczęło się na początku lat 80-tych ubiegłego wieku, kiedy to moi rodzice założyli wymarzone, prowadzone wielokierunkowo gospodarstwo rolne. Była w nim oczywiście produkcja roślinna, ale też trzoda chlewna i bydło mleczne. Wszystkiego po trochę, ale takie były wtedy standardy. Dzięki różnorodności gospodarstwo było samowystarczalne i, mimo ciężkich czasów okresu transformacji, zawsze było w domu co jeść, a ze sprzedaży mleka czy świń były pieniądze na bieżące potrzeby domowników. Jako młody dorosły byłem jednak sceptycznie nastawiony do wiązania swojej przyszłości z pracą na roli. Jednak w roku 2004, po wejściu Polski do Unii Europejskiej wiele się zmieniło – pojawiły się nowe rozwiązania i możliwości. Postanowiłem spróbować swoich sił i przejąłem gospodarstwo rodziców – ok. 30 ha łąk i gruntów ornych. Od blisko 16 lat sukcesywnie poprzez zakupy ziemi i dzierżawy powiększam powierzchnię gospodarstwa i w chwili obecnej liczy ono ok. 140 ha.

Czy prowadzą Państwo gospodarstwo wspólnie, czy małżonka pracuje zawodowo we własnym zakresie?

M.S.: To skomplikowane…
Irmina S.: Wcale nie (śmiech). Gospodarstwo jest wspólne, choć teraz to głównie Marek zajmuje się pracami polowymi. Ja pomagam tyle, ile mogę. Wcześniej, zaraz po ślubie i kiedy dzieci były małe, a ja spędzałam dużo czasu w domu, pomagałam więcej. Prowadziłam dokumentację gospodarstwa, organizowałam dostawy. Jednak 3 lata temu dostałam propozycję pracy w Szkole Podstawowej w Otyniu i od tamtej pory pomagam raczej okazjonalnie. Na szczęście praca nauczyciela daje mi sporo wolnego w czasie wakacji, więc żniwa i sianokosy nadal robimy wspólnymi siłami.

Jak wygląda ogólna specyfika gospodarstwa?

M.S.: Gospodarstwo jest nastawione na produkcję roślinną, obecnie na blisko 100 ha uprawiamy rzepak, pszenicę, żyto, łubin i len oleisty. Niestety na glebach klasy V i VI nie można liczyć na jakieś wielkie plony, a widoczne w ostatnich latach, szczególnie w okresie wiosennym, małe opady deszczu stanowią dodatkowe utrudnienie. W trosce o środowisko naturalne kilka lat temu przystąpiliśmy do systemu rolnictwa zrównoważonego, przyjmując na siebie szereg dodatkowych obowiązków takich jak zmianowanie, stosowanie poplonów, badania gleby czy dostosowanie dawek nawozów do faktycznych potrzeb rośliny. Był to dobry krok. Wierzymy, że dbając o ziemię, wkładając w nią pracę i serce, można uzyskiwać z roku na rok coraz wyższe plony.
I.S.: Mamy również blisko 40 ha łąk, z których pozyskujemy siano, sprzedawane później lokalnym hodowcom koni.

Zwiększanie areału gospodarstwa ściśle związane jest z zapotrzebowaniem na maszyny i urządzenia. Jak zatem wygląda park maszyn w Państwa gospodarstwie?

I.S.: Jest wciąż zbyt ubogi w stosunku do realnych potrzeb gospodarstwa, ale sądzę, że Marek zrobi wszystko, żeby to zmienić (uśmiech w stronę męża).
M.S.: Tak, to prawda, wciąż nie jesteśmy pod tym względem samowystarczalni. Ostatnie lata poświęciliśmy na zmianę siedziby gospodarstwa i to było naszym priorytetem. Od tego roku mieszkamy na skraju swoich gruntów w oddaleniu od zwartej zabudowy wsi. Pozwoli nam to na dalszy rozwój, może wprowadzenie jakiejś hodowli, ale jednocześnie postawienie wszystkiego od „zera” wymaga sporych nakładów. Na szczęście mamy przyjaznego partnera finansowego, którym jest Bank Spółdzielczy w Nowej Soli. Współpracujemy od momentu przejęcia gospodarstwa, a wcześniej współpracowali także moi rodzice prowadząc swoje gospodarstwo. Wracając do parku maszynowego to stale staramy się go rozwijać i unowocześniać. W ramach możliwości korzystamy w tym zakresie z programów unijnych.

Mają Państwo dwie małe córki. Czy przejawiają one chęci w przejęciu w przyszłości gospodarstwa i dalszego jego rozwoju?

M.S.: Oby nie, to bardzo ciężka praca (śmiech). Oczywiście żartuję. Mam ogromną nadzieję, że przynajmniej jedna z nich zapragnie zostać rolnikiem i kontynuować to, co do tej pory udało się osiągnąć mnie i żonie.

I.S.: Na razie jednak się na to nie zanosi. Starsza córka jest artystyczną duszą – tańczy, maluje, rzeźbi w glinie, nie ma czasu na takie przyziemne sprawy jak praca. Młodsza to wulkan energii – wszędzie jej pełno, marzy o karierze sportowca. Jednak przykład mojego męża pokazuje, że życie lubi płatać figle i może pewnego dnia będzie komu przekazać gospodarstwo.

„Bez ciekawości nie ma mądrości”, „Nauka to sukcesu klucz”, „Człowiek uczy się przez całe życie”… Przysłowia te ukazują elementarne kwestie do ciągłego podnoszenia kwalifikacji, zdobywania nowej wiedzy, pogłębiania nowych tajników rozwijającego się otoczenia. Czy będąc dorosłymi osobami, czujecie Państwo potrzebę dokształcania się, samokształcenia?

I.S.: Oczywiście. W rolnictwie, jak w każdej dziedzinie życia, dogłębna, gruntowna wiedza to podstawa. I tak jak wszędzie, także tutaj trzeba wykazać się zaangażowaniem i determinacją w jej pozyskiwaniu. Dlatego też od lat jesteśmy stałymi bywalcami takich imprez jak POLAGRA czy Forum Rolników i Agrobiznesu.
M.S.: Ponadto bierzemy udział w wielu szkoleniach i seminariach rolniczych, czytamy fachową prasę rolniczą i śledzimy na bieżąco internetowe portale dla rolników. Od ubiegłego roku jestem też studentem Rolnictwa na Uniwersytecie Przyrodniczym w Poznaniu. To niesamowita „bomba wiedzowa” – mam możliwość skonfrontowania swojej wiedzy i doświadczenia z wieloletnimi praktykami, uczestniczę w ich doświadczeniach polowych. Elementy zdobytej wiedzy przeszczepiam na grunt własnego gospodarstwa.

Proszę opowiedzieć o współpracy ze społecznością lokalną, o wspólnych inicjatywach, planach.

M.S.: W ramach promowania rolnictwa regularnie zjawiam się ciągnikiem pod przedszkolem młodszej córki – opowiadam dzieciom o swojej pracy, pokazuję rośliny, które uprawiam, pozwalam zwiedzić ciągnik (uśmiech). A tak poważnie to lata 2018 i 2019 w związku z suszą zapewniły nam (przedstawicielom izby rolniczej) taką ilość dodatkowej pracy, że trudno było zdążyć ze wszystkim we własnym gospodarstwie, więc dodatkowe działania lokalne muszą chwilowo poczekać. Uczestniczę natomiast w pracach Powiatowej Rady Rynku Pracy.
I.S.: Ja za to, jako socjoterapeuta z wykształcenia, postawiłam na pracę z dziećmi i młodzieżą – od 5 lat przy Gminnym Centrum Kultury w Otyniu prowadzę Klub Gier Planszowych zGRAJa, organizuję turnieje dla dzieci i młodzieży, a także pomagam w organizacji imprez rodzinnych Zielonogórskiemu Klubowi Fantastyki AdAstra.

Jak spędzają Państwo czas wolny? Jakieś hobby, poświęcanie się zainteresowaniom?

I.S.: To rolnik ma czas wolny? (śmiech)
M.S.: Kiedy przytrafiają nam się wolne dni, staramy się jak najwięcej czasu spędzić z dziewczynkami – jeździmy na wycieczki, wyprawy rowerowe, czasem udaje się na kilka dni wyrwać nad morze. Wszyscy rodzinnie gramy w planszówki i kolekcjonerskie gry karciane, więc przynajmniej kilka razy w roku staramy się wybrać na turnieje gier. W miarę możliwości czasowych staramy się zapewniać sobie i dzieciom różnorodny i aktywny wypoczynek.

Refleksja na koniec?

M.S.: Nic się samo nie dzieje. I nikt za nas rolników naszych problemów nie rozwiąże. Sami musimy zabiegać o lepsze rozwiązania w sprawie dzikich zwierząt wyrządzających szkody na naszych polach, a także pokazywać reszcie społeczeństwa, że wieś jest naszym miejscem pracy, a bez naszej pracy nie będzie bezpiecznej i lokalnie wytworzonej żywności. Dziękuję za poświęcony czas i wspólną rozmowę. Życzę dalszej determinacji w rozwoju, by podjęte przez Państwa działania przynosiły zadowalające plony, zarówno te z działalności rolniczej, jak inicjatyw dnia codziennego.

Rozmawiała: Katarzyna Frąckowiak

Digg this!Stumble this!Dodaj do Techorati!Share on Facebook!Seed Newsvine!Reddit!
  Copyright ©2024 Lubuska Izba Rolnicza, wszystkie prawa zastrzeżone.